— Ale ponieważ dziesięcina — powiadał — jest instytucją prawa bożego, żądam od moich chłopów, w imię Boga, czwartej części mienia.

Minister rzekł:

— Doceniam, wielebny ojcze, twoje miłosierdzie!

Generalny dzierżawca51, wielce bystry w materii podatków, wmieszał się:

— Ekscelencjo, wieś nie może dać nic temu mnichowi; wycisnął ich bowiem w zeszłym roku tak sumiennie, że są zupełnie zrujnowani. Kazałem sprzedać ich bydło i sprzęty, jeszcze mi są winni. Sprzeciwiam się pretensjom wielebnego ojca.

— Słusznie stajesz pan z nim do współzawodnictwa — odparł minister — obaj jednako kochacie bliźniego i zbudowany jestem wami oboma.

Trzeci, mnich i pan, na którego chłopach ciąży prawo martwej ręki52, oczekiwał także wyroku Rady, mającego mu przyznać na własność całe mienie pewnego niebacznego paryżanina, który przemieszkawszy przez nieuwagę rok i dzień w domu podległym tej niewoli i objętym posiadłościami księdza, umarł po upływie roku. Mnich żądał całego mienia tego dudka, i to na mocy prawa bożego.

Minister uznał, iż serce tego mnicha jest równie sprawiedliwe i czułe jak dwóch poprzedzających.

Czwarty, kontroler skarbowy, przedłożył piękny memoriał, w którym się usprawiedliwiał, że doprowadził dwadzieścia rodzin do ruiny: odziedziczyły po wujach, ciotkach, braciach lub innych krewnych, trzeba było płacić spadkowe. Kontroler dowiódł im szczodrze, że nie dość wysoko oszacowali swój spadek; że są o wiele bogatsi, niż myślą; po czym, skazawszy ich na potrójną grzywnę, zrujnowawszy kosztami i wtrąciwszy ojców rodziny do więzienia, kupił ich najlepsze grunty, nie wykładając grosza53.

Generalny kontroler rzekł doń (tonem, co prawda, nieco gorzkim): Eage, kontrolerze bone et fidelis; quia saper pauca fuisii fidelis, generalnym dzierżawcą te constituam54. Równocześnie wszelako rzekł do referendarza55, który stał przy nim: