— Policzmyż, ile daje każdemu pięćdziesiąt milionów podzielonych między dziewięćdziesiąt tysięcy ogolonych pałek?

— Pięćset pięćdziesiąt pięć funtów. Jest to znaczna suma w licznym zgromadzeniu, gdzie wydatki zmniejszają się w stosunku do ilości głów; o wiele bowiem taniej wypada dziesięciu osobom życie razem, niż gdyby każda miała oddzielnie mieszkanie i stół.

— Eks-jezuici, którym wyznaczono dziś po czterysta funtów pensji, stracili tedy na tym układzie?

— Nie sądzę; prawie wszyscy bowiem osiedli u krewnych, którzy im dopomagają; wielu z nich odprawia mszę za pieniądze, czego nie robili przedtem; inni zostali wychowawcami; inni wiszą przy dewotkach; każdy zaczepił się o coś; niewielu jest dziś może takich, którzy pokosztowawszy świata i swobody, chcieliby podjąć dawne kajdany. Życie klasztorne jest mimo wszystko nie do pozazdroszczenia. Znane jest powiedzenie, że mnichy to ludzie, którzy się skupiają, nie znając się, żyją, nie kochając się, i umierają, nie żałując się wzajem.

— Myśli pan tedy, że oddałoby się im większą przysługę, rozdziewając ich wszystkich z habitów?

— Zyskaliby na tym z pewnością wiele, a państwo jeszcze więcej; wróciłoby się ojczyźnie obywateli i obywatelki, którzy wyrzekli się lekkomyślnie swej wolności w wieku, w którym prawo nie pozwala nikomu rozrządzać ani dziesięciu susami renty; wydobyłoby się trupy z grobów: byłoby to prawdziwe zmartwychwstanie. Domy ich zmieniłyby się w ratusze, szpitale, szkoły publiczne lub też posłużyłyby na fabryki; ludność zwiększyłaby się, rzemiosła by się podniosły. Można by zmniejszyć bodaj liczbę tych dobrowolnych ofiar, ograniczając ilość nowicjuszów: kraj miałby więcej użytecznych ludzi, a mniej nieszczęśliwych. Jest to pogląd wszystkich władz, jednogłośnie życzenie publiczne od czasu, jak światło wstąpiło w umysły. Przykład Anglii i tylu innych państw jest oczywistym dowodem potrzeby tej reformy. Co by robiła dziś Anglia, gdyby zamiast czterdziestu tysięcy marynarzy miała czterdzieści tysięcy mnichów?106 Im bardziej sztuki i rzemiosła się rozwinęły, tym potrzebniejsza się stała mnogość pracowitych poddanych. Jest z pewnością w klasztorach wiele zagrzebanych, tym samym straconych dla państwa talentów. Aby kraj był kwitnący, trzeba mu jak najmniej księży, a jak najwięcej rękodzielników. Nieuctwo i barbarzyństwo naszych ojców nie powinno być dla nas prawidłem, ale wskazówką, byśmy czynili to, co oni by czynili, gdyby byli na naszym miejscu z naszą wiedzą.

— Zatem nie przez nienawiść dla mnichów chciałbyś pan ich usunąć? Nie, przez litość dla nich, przez miłość ojczyzny. Myślę jak pan: nie chciałbym, aby mój syn był mnichem; i gdybym przyjmował, że mam mieć dzieci po to, aby nimi zaludnić klasztory, nie zbliżyłbym się już do swojej żony.

— Któryż w istocie dobry ojciec rodziny nie wzdycha, widząc, że syn jego i córka straceni są dla społeczeństwa. To się nazywa „zbawić duszę”. Ależ żołnierza, który ucieka107, kiedy trzeba walczyć, spotyka kara. Jesteśmy na żołdzie społeczeństwa; popełniamy dezercję, kiedy je opuszczamy. Dziewięćdziesiąt tysięcy zamkniętych mnichów, którzy beczą przez nos po łacinie, mogłoby dać państwu po dwóch poddanych: to czyni sto osiemdziesiąt tysięcy ludzi, których dławią w zarodku. Po upływie stu lat strata jest ogromna. To rzecz udowodniona.

Czemuż tedy idea zakonna przeważyła? Bo rząd był prawie wszędzie wstrętny i głupi od czasów Konstantyna108; bo cesarstwo rzymskie miało więcej mnichów niż żołnierzy; bo było ich sto tysięcy w samym Egipcie; bo byli wolni od pracy i podatków; bo naczelnicy barbarzyńskich narodów, które zniweczyły cesarstwo, stawszy się chrześcijanami, aby panować nad chrześcijanami, uprawiali najstraszliwszą tyranię: bo ludzie rzucali się gromadnie do klasztorów, aby ujść wściekłości tych tyranów, i pogrążali się w jedną niewolę, aby uniknąć drugiej; bo papieże, stanowiąc tyle rozmaitych zakonów świętego próżniactwa, czynili sobie tyluż poddanych w innych państwach; bo chłop woli nazywać się wielebnym ojcem i rozdawać błogosławieństwa niż chodzić za pługiem; bo nie wie, że pług jest szlachetniejszy od habitu; bo woli raczej żyć na koszt głupców niż z uczciwej pracy; bo nie wie wreszcie, że zostając mnichem, gotuje sobie nieszczęśliwe dni, utkane z nudy i żalów.

— Zatem precz z mnichami, dla ich i naszego szczęścia. Ale z przykrością słyszę z ust dziedzica mojej wioski, ojca czterech chłopców i trzech córek, że nie zdołałby im zapewnić przyszłości, o ile nie odda córek do klasztoru.