— Ba — rzekłem — nakładał nam niegdyś o wiele uciążliwsze. To drobiazg w porównaniu do tego, co ściągał przez długi czas z naszego biednego narodu i z innych biednych narodów w Europie.
Po czym opowiedziałem mu, w jaki sposób utrwaliły się te święte uzurpacje; zna nieco historii, ma rozsądek, i zrozumiał łatwo, że byliśmy niewolnikami, którzy wloką jeszcze kawałek łańcucha. Długo przemawiał z siłą przeciw temu nadużyciu, ale z jakim szacunkiem dla samej religii! Z jaką czcią dla biskupa! Jak życzył im wiele razy po czterdzieści talarów, iżby je wydawali w swoich diecezjach na dobre uczynki!
Pragnął także, aby wszyscy proboszcze wiejscy mieli dostateczną ilość czterdziestu talarów, aby mogli żyć przystojnie.
— Smutne jest – mówił — aby proboszcz zmuszony był prawować się o trzy snopki zboża ze swoją owieczką i aby jego prowincja nie opłacała go hojnie. Wstyd jest, aby jegomość był zawsze w procesie z dziedzicem wioski. Te wieczne spory o urojone prawa, o dziesięciny, niweczą szacunek, jaki się im należy. Nieszczęśliwy rolnik, który już zapłacił poborcom swoją dziesięcinę i dwa su od gruntu, i pogłówne, i podymne, i wykup od kwaterunku, skoro już dał kwaterę w naturze, etc., etc.; ten nieszczęśnik, powiadam, któremu jeszcze proboszcz wydziera dziesiątą część zbioru, nie patrzy nań jako na swego pasterza, ale jako na swego łupieżcę, który zeń zdziera tę resztkę skóry, jaka mu pozostaje. Czuje dobrze, że ten, kto mu zabiera co dziesiąty snopek wedle prawa bożego, popełnia diabelskie okrucieństwo, nie biorąc w rachubę tego, co go kosztowało wyhodowanie tego snopka. Co zostaje dla niego i dla rodziny? Płacz, głód, zniechęcenie, rozpacz; umiera z wycieńczenia i nędzy. Gdyby proboszcz płatny był przez prowincję, byłby pociechą swoich parafian, miast by go mieli uważać za wroga.
Zacny człowiek rozczulił się, mówiąc te słowa; kochał ojczyznę, dobro publiczne było jego ciągłą myślą. Wykrzykiwał czasami: „Ach, Francja! Co by to był za naród, gdyby się chciało!”
Poszliśmy zobaczyć jego syna, któremu matka, schludna i czysto umyta, podawała bujną i białą pierś. Dziecko było bardzo ładne.
— Ach — westchnął ojciec — jesteś oto i masz jedynie prawo do dwudziestu trzech lat i czterdziestu talarów!
X. O stosunkach
Iloczyn liczb skrajnych w proporcji równy jest iloczynowi środkowych114, ale dwa skradzione worki zboża nie są dla tych, którzy je ściągnęli tym, czym strata ich życia dla osoby okradzionej.
Przeor z D***, któremu dwaj parobcy skradli dwa korce zboża, powiesił niedawno obu winowajców. Egzekucja ta kosztowała go więcej, niż wart był cały jego zbiór; w dodatku od tego czasu nie może znaleźć służby.