Jestem przekonany, że ten wieczór u państwa Andrzejów kosztował tyle co jeden miesiąc Attykusa; damy zaś powątpiewały mocno, czy wieczerze rzymskie były milsze od paryskich. Rozmowa, mimo że nieco uczona, była bardzo wesoła. Nie mówiono ani o nowych modach, ani o cudzych śmiesznostkach, ani o ostatnich skandalikach.
Roztrząśnięto gruntownie kwestię zbytku. Zastanawiano się, czy to zbytek zniweczył cesarstwo rzymskie, i dowiedziono, że oba cesarstwa, Wschodu i Zachodu, zginęły jedynie przez dysputy religijne i mnichów. W istocie, kiedy Alaryk209 zajmował Rzym, wszyscy bawili się jedynie teologicznymi swarami; kiedy zaś Mahomet zajął Konstantynopol210, mnichy o wiele energiczniej broniły wieczności światła Taboru211, które widzieli w swoim pępku, niż miasta przed Turkami.
Jeden z uczonych rzucił uwagę, która mnie bardzo uderzyła: to, iż te dwa wielkie państwa znikły, dzieła zaś Wergilego, Horacego, Owidiusza212 przetrwały.
Jednym skokiem z wieku Augusta213 znaleźliśmy się w wieku Ludwika XIV214. Któraś dama spytała, czemu mimo ogromnej powszechności dowcipu215 nie powstają dziś wielkie dzieła.
Pan Andrzej odparł, że dlatego iż wydał je wiek poprzedni. Była to myśl subtelna, a wszelako trafna; roztrząśnięto ją. Następnie dostało się mocno pewnemu Szkotowi, który pozwala sobie stanowić prawidła smaku i krytykuje najwspanialsze ustępy z Racine’a216, nie umiejąc po francusku217. Jeszcze gorzej oberwało się Włochowi nazwiskiem Denina218, który oczernił Ducha praw219, nie rozumiejąc go, i skrytykował szczególnie to, co jest najlepsze w tym dziele.
Przywiodło to na pamięć lekceważenie, jakim Boileau220 popisywał się dla Tassa221. Któryś z biesiadników ośmielił się twierdzić, że Tasso mimo swoich błędów jest o tyle wyższy od Homera, o ile Montesquieu, przy swoich jeszcze większych błędach, wyrasta ponad bajdurzenie Grocjusza222. Po czym wszyscy powstali przeciw tym niewczesnym krytykom, dyktowanym przez narodową zawiść i uprzedzenia. Signora Deninę potraktowano tak, jak na to zasłużył i jak światli ludzie traktują pedantów.
Zauważono zwłaszcza bardzo trafnie, iż większość utworów literackich obecnego wieku kręci się, tak samo jak i rozmowy, około rozbioru arcydzieł wieku zeszłego. Naszym talentem jest dyskutować nad ich talentem. Jesteśmy jak wydziedziczone dzieci, które obliczają majątki swoich rodziców. Wszyscy zgodzili się, że filozofia zrobiła ogromne postępy; ale język i styl zepsuły się nieco.
Właściwością rozmowy jest, iż skacze z jednego tematu na drugi. Wszystkie te przedmioty ciekawości, wiedzy i smaku znikły niebawem wobec wielkiego widowiska, jakie cesarzowa rosyjska i król polski223 dali światu. Podnieśli właśnie zmiażdżoną ludzkość, ustanowili wolność sumień na przestrzeni o wiele obszerniejszej niż dawne cesarstwo rzymskie. To dobrodziejstwo wyświadczone rodzajowi ludzkiemu, ten przykład dany tylu dworom, które uważają się za wielce polityczne, uczczono, jak na to zasługują. Pito na zdrowie carowej, króla-filozofa i prymasa filozofa, i życzono im wielu naśladowców. Nawet doktor Sorbony przyłączył się do powszechnego zachwytu: zdarzają się bowiem rozumni ludzie w tym ciele, jak niegdyś zdarzali się w Beocji224.
Rosyjski sekretarz zdumiał nas opowiadaniem o wielkich dziełach, jakie prowadzi się w Rosji. Pytaliśmy, czemu świat woli czytać dzieje Karola XII225, który przez całe życie niszczył, niż żywot Piotra Wielkiego226, który swoje strawił na tworzeniu227. Zgodziliśmy się, że dzieciństwo228 i płochość są przyczyną tego wyboru; że Karol XII był Don Kichotem229 Północy, Piotr zaś był jej Solonem230; że do płytkich dusz bardziej trafia niedorzeczny heroizm niż wielkie zamysły prawodawcy; że szczegóły założenia miasta mniej ich bawią niż męstwo człowieka, który sam jeden, tylko ze służbą, stawił czoło dziesięciu tysiącom Turków; że wreszcie większość czytelników woli się bawić niż uczyć. Stąd pochodzi, iż sto kobiet czyta Tysiąc i jedną noc na jedną, która przeczyta dwa rozdziały z Locke’a.
O czymże nie mówiono na tej wieczerzy, którą długo będę pamiętał! Trzeba było zejść w końcu na aktorów i aktorki, ten wiekuisty temat rozmów biesiadnych w Wersalu i w Paryżu. Wszyscy się zgodzili, że dobry deklamator to rzecz tak rzadka jak dobry poeta. Wieczerza skończyła się śliczną piosenką, którą jeden z obecnych ułożył na cześć dam. Co do mnie, wyznaję, iż uczta Platona231 nie sprawiłaby mi takiej przyjemności co wieczerza u państwa Andrzejów.