— Bluźnię. Purpurę marzenia, złupioną z ofiary, obracam na nice rozsądku i stroję w nią cielesną trzeźwość kobiety. Każdym postępkiem moim za dnia to czynię. A w samotności stoję pod pręgierzem jego spojrzenia, w którym zamieszkało me sumienie. I pytam — ot, jak teraz: „Prawdaż to162, że ja bym poszła za cudzą taczką?” Odpowie: „Brat twój był tam lat dwadzieścia; myślałaśże163 o nim wiele?” — „Dzieckiem z tą myślą wzrosłam; nie znałam prawie przed powrotem. Zresztą: bratże to164? A ja jak kobieta pytam. I nie żebym czynić to chciała, lecz abym wiedziała, jaką jestem! Czy poszłabym za kimś — kochająca?” — „Czym? — odpowie mi — ciekawością, wyobraźnią, egzaltacją, wspomnień mętem, ciała ogniem? Niedaleko zawiodą — one zawsze prowadzą tylko w koło bez wyjścia. Wszystkie wy dziś jednakie w tym zaklętym kole uczuć sztucznych, lichego ich życia i śmierci żałosnej...” Tak się oto błąkam teraz ślepa tam, gdzie mnie porzucił: w szukaniu prawdziwości swojej. I pytam jak wtedy, w grób rzucam pytanie dawne: „Jakie moce zdołają odeklnąć ten zalęgły fałsz uczuć i życia oraz ich niemoc?” Odpowie mi: „Oto dałem ci, kobiecie, sumienie ruchu. Może z jakich serc pogrobnych wyrosną siewne kłosy odnowy życia oraz ich ziarna słodkie jak w wolnych duszach — prawda uczuć”.
Zamilkła.
Teraz dopiero stłumiło się przyśpieszonym oddechem zasłuchanie dziewczyn. Ola podjęła się, zawsze bezszelestna jak ćma, i idąc cieniem w głąb pokoju szeptała z przerażeniem:
— Więc my tymczasem, jak urzeczone, jak przeklęte?
— W serce bierz, a nie rozpytuj. Och, i nie budź mnie!
Jakoż stała się niebawem jakby inną, bo odezwała się głosem szorstkim:
— Toż ja wam opowiadam o kobiecie, w której dusza już nie śpi — która się już stała: z życia i ducha, jakie wokół niej są — która jest, jak każda z nas, swoją spółczesnością, swoją gromadą na wskroś: w rojeniach i żądzach nawet! Moje z nim sny na jawie inne w tonie być nie mogły: właśnie im bardziej ja byłam kobietą! Ciągle, ciągle jeszcze jest na dnie ostatnim serc naszych coś, co trwogą ruszonego sumienia wiedzie nas w koło plemienne... Ja ciebie od razu odgadłam, Olo!... Tylko tym wróżbowym wyczuleniom naszym, które targają mężczyzn opieszałe ramiona, potrzeba i skrzydeł cudzych, i cudzego ducha. Bełkoce w nas duch niedołężny i wiją nami jak gadem bezskrzydłym żądze nasze.
— Ach, po coś budziła! — żachnęła się po chwili opryskliwie jakby przed zbliżającym się już napływem innych myśli. — My otrząsamy się i same nazbyt rychło z tych krótkich chwil ze sobą; myśli wnet skakać nam poczynają po rzeczach i zwierciadłach.
Nina, która, z miejsca się nie ruszając, baczyła tym czujniej, spostrzegła niebawem, jak w głębi pokoju zatulona dotychczas postać rozwidniła się nagle. W swym stroju jasnym zbliżała się ku niej Lena, podnosząc znów ramiona ku włosom jakby dla przeciągnięcia się po tym odurzeniu niedawnym. A wstąpiwszy w światło, mrużyła powieki i uśmiechała się cierpko.
— Takie to winy moje wobec niego były — zwracała się jakby przez pół tylko do swych przyjaciółek, bo więcej ze sobą wciąż jeszcze mówiąc. — Takie przewiny! Ciężkie, widocznie, skoro mi one tak duszę na pół roztargały w swarze nieustannym ze sobą i tych wyrzutach ciągłych. Takie winy... Że kochałam tym gwałtowniej, z tym większym uporem i niesytością, im bardziej pijana powracałam z marzenia; że życiu czy memu diabłu trzeźwości na pokutę tym gorszą czuć się wprost chciałam, im szlachetniejszą wydawałam się sobie lub komu. O, ten ogień przez nich wszystkich tylko całe życie w nas podniecany, a przez jednego potem, zwanego mężem, tylko oszukiwany!... Wiem, co mówię: właśnie brutalną być teraz chcę! Powiem wam więcej: nie pojmuję dziś dobrze swego stanu podówczas, ale pod koniec omal... omal nie był równocześnie — ktoś trzeci! Pogardzałam sobą chwilami aż do odrazy, tym rozpaczliwiej garnęłam się do Woydy i... cha, cha! „szanowałam” męża, jak to kobiety zawsze wtedy, a zarazem wydawał mi się on chwilami w tym niepodejrzewaniu niczego — żałośnie głupim. Otwarło się całe piekło przede mną — za sprawą jego, Woydy! Niepokój duszy kobiecej ruszony marzycielstwem i pierwszym ustąpieniem rozpętał najczarniejsze zło kobiecego ciała.