— W poręś odezwała się z nią! Dziwna rzecz: jak takie słuchanie instynktem czujnym zawsze w porę ze swoim się wyrwie! Skąd ci to ona na myśl przyszła? I kto ci o niej opowiadał?!
— On sam.
— Jakże! Miał też o czym!... Ona poszła, jak to powiadają, na złe drogi. Na bardzo złe drogi. Przez niego do tych jego spraw wciągnięta i zapalona — a smarkaczami byli wtedy oboje — razem z nim też i „wpadła”. Zaś po jego zesłaniu w bardzo niedługim czasie... spadła — od razu na oficerów.
Nina pochwyciła to spóźnionym uchem, pochłonięta widocznie bardziej swymi myślami, które zdążyły już odbiec w inną stronę.
— Jakich tam oficerów? — pytała roztargniona.
— No, chyba tu nie o barwę munduru idzie?
— Ach, Boże! — zdziwiła się zdawkowo, bo w nagłym znów przeskoku myśli za czysto zewnętrzną, dźwiękową asocjacją pilno jej było opowiedzieć:
— A wiesz, widziałam tych żandarmów dziś przez dziurkę od klucza!
I jęła opowiadać, jak to było.
Tedy Niny bezładne myślenie i skoki jej uwagi już widocznie znużonej tym wszystkim, co tu dziś słyszała, rozbiły kobietom zupełnie nastrój. Oto w nowym przeskoku myśli niszczyła go już zupełnie opowieściami rzeczy błahych, w tym dziecinnym prawie rozgadaniu się w progu przedsennego znużenia.