A po długim zadyszeniu się ich obu:
— Tu jest strasznie dobrze, Nino, w tej ciszy kościelnej przed książkami, w tej godności i spokoju po życiu, jakie było.
Przycichły obie; wśród labiryntów grobnicy surowej w perłowym świetle ranka — snujące się, żywe, zbożnie zamilkłe.
Wanda zatrzymała się, wskazując na szereg książek.
— Ach! — drgnęła wraz druga całym ciałem. — I on tu?!
Cicho zniosły to do okna.
Wanda długo nie odzywała się, przerzucając karty dłonią drżącą. Oczy drugiej zabłąkały się w tym oczekiwaniu ku górze, gdzie nad półkami rzędy popiersi płonęły o poranku niby lamp białych szereg dziwny. I słyszy oto:
Ofiarnych snów grobnico biała,
Jam zabłąkany w ciebie ptak!
Gdy młodych chmar gromada cała