Odmruknięto basem.

— A wy nie przypatrujcie się tak, bo jemu przykro — zwróciła się z nakazem do ludzi, którzy przed chwilą dopuścić ją raczyli.

Jakoż cofnięto się natychmiast.

Z dołu ponad głową ranną wyciągnęła się olbrzymia, żylasta łapa i, namacawszy gdzieś ponad swoim czołem rękę Niny zakrzątaną, ukryła ją w swoim kułaku niemą podzięką.

Załatwiwszy się rychło, odwróciła się ku ludziom, niecierpliwa odpowiedzi, której dotychczas jej nie udzielono. Ta natarczywość pomocy i zaciekawień, ta drobnych rąk kocia krzętność, gładkiego oblicza powab, oczu rozbieganie łyskliwe i postaci całej szelestna zwinność: cały ten nerw i dryg kobiecego niestatku, wniesiony w ponurą chwilę niebezpieczeństwa, usposabiał ludzi milcząco i chmurnie. Nina poczuła na sobie spojrzenia niechętne. Dobywszy wreszcie z czyichś ust opryskliwych, co za goście są w przedpokoju, krzyknęła sprężeniem się postaci całej, by w nagły zwrot poskoczyć ku drzwiom na stopach miękkich. Dopadła oczami do dziurki od klucza. Ktoś ją gniewnie za ramię powstrzymywał. Szarpnęła się całym ciałem.

— Ja chcę zobaczyć!

— Ciszej! — ofuknięto ją. — „Ja!” — przedrzeźniał ktoś cierpki.

Przykucnięta nad zamkiem, dłońmi do drzwi przylepiona, wibrowała cała niebezpieczeństwem chwili: — Już odchodzą! — szepnęła z ulgą oddechu. — Już idą! — zatrzepotała się dłońmi jak skrzydłami, nie odrywając oczu ani na chwilę. — Kłaniają się po wojskowemu pułkownikowi. Jeszcze raz. Bardzo grzecznie!

Lecz gdy się na pokój odwróciła, sprostowała się znów prężnie, a okrzyk zdumienia zawisł na ustach wpółotwartych.

Widzi w ogromie barów szerokich bokiem jak u byka pochylony łeb: głowę brodatą, graniastą, o wielkiej szopie szpakowatych włosów nad białą opaską czoła i długie spode łba pociągnięcie spojrzenia; oczy jak zmatowana stal o przygasłym blasku i zastygłym, sinym tonie. Więc tak wygląda ten, któremu opatrywała przed chwilą czoło? — wisiało wciąż zdumieniem na jej wargach. W rozgarze133 wyobraźni snuły się właśnie jakieś postacie zagadkowego życia, niby tropiona w ostępie zwierzyna, i oto wystąpił jakby z uroczyska leśnego — ten, gdy z dala oddalali się w pobrzęku ostróg — tamci.