— Młodzieńcze, zrujnujesz się na konsekwencję! — huknął z kąta basowy głos.
— Ależ logika!?
— Pan masz świetne zadatki na bakałarza!
— Więc sens? Sens! Głowa moja! — krzyczał Kunicki, ściskając dłońmi skronie.
— I panicz chce zostać literatem?...
Müller i Jelsky prostują pomyłkę; towarzystwo chce być grzeczne i kiwa smętnie głowami, na znak widocznie, że i takie fachy być muszą. Bas tylko szepcze niechętnie do sąsiada: „Co ta racjonalistyczna hołota między nami robi? — Lekarze! Przyrodniki!”.
— Czyż nie mam racji? — zwrócił się głośno do jednej z dam.
Ona, patrząc na niego szklanymi oczyma, wydęła usta w dziobek, brzdąkła wargami i wybębniła jak pozytywka:
Ich bin nicht von Prag, nicht von Wien,
Ich bin eine fesche Ungarin107.