— Ja tego nie mówiłem.
— Prawda, to Hertenstein!...
— O, Hertenstein cudzego uczucia urazić by nie umiał, a cóż dopiero zdeptać własne! — mówił Turkuł, nie przestając zapisywać czegoś w notesie. — Niech się pan nie gniewa, ja czuję pana... Taki rozdaje tylko uczucie, wziąć go sobie od kogoś nie umie: za słaby lub za mało brutalny. Taki — nic sam nie burzy, jemu życie wszystko niszczy. Czyśćcowe dusze!... Takim musiał być Szopen — prawda, panie Hertenstein?
Hertenstein żachnął się nerwowo:
— Nie mówmy tu o Szopenie!
— Przepraszam.
I znów milczeli.
— Pan mnie zapewne do jakiego dramatu chce wkleić? — zagadnął Hertenstein z cierpkim grymasem.
— Wkleję.
— Czy pan już żyć jako człowiek nie umiesz?