— Ja zbieg, ja złodziej, powrócę tam bez własnego imienia, bez przeszłości, bez żony, bez celu, treści i przywiązania do życia, tylko z tą jego klątwą!...
— Ze sztuką? — skrzywił się Jelsky. — A kto cię tam będzie lansował? Macie u siebie porządnych dziennikarzy?... Ale przede wszystkim, co zrobisz z żoną?
— Pozostawię ją Kunickiemu.
— Jakże to „pozostawię”? I dlaczego koniecznie jemu?
— Ponieważ ze wszystkich łotrów, jakich znam, ten karierowicz wydaje mi się najuczciwszym.
— Hm!... — Jelsky wydął wargi. — Żenią się — chcesz powiedzieć... A no! Poświęconą została sztuce, niechże z kolei poświęcą ją karierze. Poświęcanie się jest losem kobiety.
— Müller!... — przypomniał sobie nagle Borowski i nachmurzył się. — Jego mi żal: — młody! On się o przeszkodę gotów rozbić w życiu... Ale gdzie się podział Müller?
— Poszedł z tą... rączką, z loży. Widziałeś ją?
Borowski splunął.
— Niech was wszystkich piekło pochłonie!