— Boże, Boże mój, cośmy z życia zrobili!... Widzisz, kto tam był, tego próg kościelny nawet odtrąci.

— Gdzie?

— W tynglu, w teatrze, w sztuce — to jednego diabła panowanie. Twoje to, Jelsky, królestwo, twa moc i chwała.

— Pan gardzisz sztuką?

— Tłum widziałem, twoją potęgę pojąłem.... Gardzę sobą, nienawidzę swego życia!

— Ale sztuką, pytam?

Borowski zwiesił głowę i milczał. Jelsky roześmiał się krótko: „Oj, to słówko, to słówko fatalne!”.

— Czyś pan co postanowił?

— Wyjeżdżam dziś jeszcze.

— Hm!... A żona?