— No chodź!... Ambicję cenię nawet u pijanego.
— Bez ludzkiej ambicji i głupoty ty byłbyś zerem.
— Obaj, obaj, Borowski... Ale wstań z tych stopni, bo to jest śmieszne i bluźniercze.
Zamiast odpowiedzi przylgnął ustami do kamiennych schodów i trzykrotnie w piersi się uderzył.
— Płakać nie mogę — szeptał, ujmując Jelsky’ego pod ramię. — To mi piersi chyba rozsadzi!...
— Tacy, jak ty, umieją już tylko na scenie płakać.
— Ja na scenie szczerzej się modliłem niż teraz.
— Każdy z nas, Borowski, każdy z nas dzisiejszych ma taką scenę, na której z powodzeniem szczerość odgrywa. Ja tylko w druku umiem się jeszcze szlachetnie oburzać.
— Ja chcę się modlić!
— Widzę jedyną drogę wyjścia: wstąpić na scenę.