„Śpi — myślał — oczu nie otwiera”.

— Włada, zostaw mnie — zostaw mnie już dzisiaj. Sił brak! Ciała już nie czuję, duszy nie mam...

— Jezu! — krzyknęło coś w Borowskim. — Zocha, nie! — Ja nie to...

— Piłeś znowuż, Właduś?

— Matko Boża!... Zochna, Zochna, za coś ty mnie kochała?!

— Ja cię zawsze, Właduś, lubię, ale dziś idź już — idź!...

Borowski podniósł się ciężko z kolan.

— Idę już, Zocha, idę!... A niech cię Bóg...

Czucie instynktowne przepłoszyło ją w tym półśnie.

Porwała się z poduszek i siadła na łóżku. Nerwowym, niespokojnym i sennym jeszcze ruchem przygarniała włosy na tyle głowy.