— O, ja to panu zagram! Ja to świetnie zagram. Ha, ha!... Panie Turkuł, jakże to Müller śpiewał w kawiarni? — „W tym naszej sztuki smak, naszego życia sens!” Ha, ha! — Borowskiemu spazm gardlany zerwał śmiech. — Panie, jakie krwawe są te nasze wnętrza, w których pan piórem dłubiesz po nocach, powróciwszy zapewne z tynglu lub zamtuza... I ja, i ja już wstąpiłem nogą na czyjeś piersi! Tylko jeszcze mi się to rusza, jeszcze drga i żyje! Jeszcze mnie te drobne ręce rozpacznie... Boże mój!...
Turkuł wtłoczył ręce w kieszenie i spoglądał na niego spode łba.
— Panie Borowski — rzekł po chwili — nieszczęścia, tak zwane, życiowe...
— To nie jest nic literackiego! — ofuknął Borowski.
— Otóż to! Nieszczęścia, tak zwane życiowe, to starcia naszej upartej woli z naszym przeznaczeniem. Wierzaj mi pan, najwięcej zła, krzywdy, szkody sieje w życiu ten, co z przeznaczeniem swym walczy. A wiesz pan, co on z posiewu swych najlepszych chęci zbiera? Fałsz i kłamstwo na każdym kroku. Trzeba mieć odwagę powiedzieć „nie!” nawet na obowiązek. Ale na to lwiej pono potęgi potrzeba. Należy mieć ten zmysł prostoty w sobie, aby najistotniejszej cząstce ducha swego przyznać słuszność w życiu. Lecz na to dziecka pono potrzeba.
Łoskot uliczny przycichł nagle — stał się głuchy, podziemny, ciężki: droga wywiodła ich na most. Przed oczyma Borowskiego zaświeciła mętnym, ciemnym połyskiem woda, nurzająca w swych falach długie i żółte języki blasków od nadbrzeżnych latarni. Huczał i dudniał most — a tam na dole szum i zgiełk mrukliwy i jakby odwieczny w swej ciężkiej monotonii. Ponad miastem, w bok, mrugała wciąż niema łuna cichego pożaru.
Szli wolno... Kiedy niekiedy Borowski przystawał i wspierał się na barierze, Turkuł poddawał się, milcząc, jego woli.
— Wspominaj pan najgorsze chwile swego życia: to sił dodaje. Czy nie poniżałeś siebie, aby swej dumie boleść sprawić? — pytał nieswoim, namaszczonym głosem.
— Tak — odparł Borowski, zapatrzony w pęd ciemnej wody i czując, jak sam w wir jakiegoś pędu wpada.
— Czy, chorym będąc, nie odsyłałeś pocieszyciela? Czy nie zawierałeś przyjaźni z głuchymi, którzy nigdy nie pojmą, czego pragniesz?