— W grób.
— Jezus Maria!...
— Mocne w koncepcji? — Co? O, ja zawsze mocno piszę. — Turkuł nie zdawał sobie sprawy, że człowiek, do którego mówi, jest tak własnymi ranami obolały, że każde dotknięcie kurcz trwogi wywołać w nim musi.
— Widzisz pan — tłumaczył Borowskiemu dalej — przeznaczenie powiodło go kołem i rzuciło na wpół żywego tam, gdzie go mieć chciało. I teraz dopiero — tworzy!
Z kolei zatrzymał się Turkuł i wyrzucił dłoń w górę.
— Ars triumphans129! — wołał.
Borowski zaśmiał się gorączkowo.
— Panie Turkuł, czy tak mocno stoi się w życiu na trupie? — Ręce splótł na głowie i w gorączkowym śmiechu zataczał się na ulicy. — Ludzie, do czego wy dziś dochodzicie!
— Jak to do czego? Kapitalne wnętrza ludzkie wyciągamy!
Borowski śmiał się wciąż.