Kroki wywiodły go na ślepo przed oświetlone wejście hotelu. Turkuł oczekiwał już w westybulu. W wąskim gumowym płaszczu i w małej wełnianej czapeczce na głowie, krzątał się o walizki: ptak przelotny gotów był do wędrówki.
— Jesteś pan? — witał Borowskiego niedbale, zajęty bardziej swą walizką i portierem.
Na Borowskiego mrozem powiało od tej twarzy. Przed chwilą jeszcze oczekiwał tego spotkania jak wyzwolenia; zdawało mu się, że wycieńczony padnie w czyjeś ciepłe ramiona, co go obejmą, wesprą, sił i otuchy dodadzą.
— Panie, jak oni tu zdzierają! — skarżył się Turkuł. — ...rzeczy pojadą omnibusem; my mamy czas, pójdziemy pieszo, opowiem panu po drodze jego rolę w Przeznaczeniu.
Ujął go pod ramię i wyprowadził na ulicę. Płacąc napiwek groomowi124, rozpoczynał swą opowieść:
— Widzisz pan, w moim Przeznaczeniu główną rolę ma młody artysta. Pan czujesz miłość artysty? Bon125! Sztuka-kobieta? — Problem! — (Przyparł łokcie do siebie i, ścisnąwszy mocno kułaki, balansował nimi w napięciu) — Voyons126! — Pasuje się. — (Otwartą dłonią przeciął w powietrzu, jak siekierą). — Przepołowił serce! Połową kocha, połową tworzy. Czy pan potrafi oddać tę połowiczność, tę szczątkowość we wszystkim, co człowiek myśli, kocha, czuje, tworzy? Te... te niepodociągane struny, te zgrzyty, tę atmosferę ułudy... Bon! — I zjawia się, widzisz pan, ta fatalna nuta bezwiednego fałszu w stosunku obojga. Projekty! Projekty! Czy wiesz pan, jak potężnie marzą improduktywy?... Zaczyna pić, zaczyna kochać mocniej, cela veut dire127: namiętniej. A potem ta tęsknota do harmonii uczuć, myśli, marzeń, czynu; ta potrzeba złączenia, zlania, stopienia w jedną całość sztuki-kobiety — voyons, mój problem!... Zaś ona — taka mała polska kobietka. Pan zna ten genre’ek128. Bon! — Otóż...
— Otóż — przerwał niecierpliwie Borowski — ten pański artysta porzuca kobietę.
— Nie. On ją tylko połowicznością swej natury i lepszą cząstką swego ja wprowadza bezwiednie w świat smutku, rozmarzenia, potrzeby ofiary. — Ona dobrowolnie ustępuje z drogi.
— Dokąd? — Borowski zatrzymał się na ulicy.