— Skąd pan to?... Czy jest taka czarna księga, coby mnie potępionemu rozgrzeszenie dała?
— Takiej nie masz. Jest natomiast inna, która ci dumę daruje. Przeczytasz — i staniesz na scenie jak bóg olimpijski!
— A ona?... Zochna?...
— Śmierć — życie, ból — sztukę rodzi.
— Ale nie podłość. Zlituj się pan, ale nie podłość! Zdeptać to, co z całym zaufaniem u nóg nam się wiesza... O, na tę zbrodnię także dziecka tylko potrzeba!
Turkuł tupnął nogą.
— I gadaj tu z nim!...
Borowski przechylał się przez barierę: patrzał na wodę, wsłuchiwał się w jej szmery głuche... „Władek, Władek! — ci artyści zrobią ze mnie swą dziewkę!...” Czuł, jak ten pęd przed oczyma rzuca w przeciwnym kierunku, ponosi coraz to prędzej, coraz to gwałtowniej... Huczał i dudniał mu most ponad głową...
— Stopp!... — Turkuł w samą porę schwycił go za bary i zerwał z poręczy. — Panie Borowski, bój się pan Boga! — Jeszcze żaden mężczyzna nie topił się z niezdecydowania.
Borowski patrzał na niego błędnie przerażonymi oczyma i cofał się tyłem.