Marzyłem o nich wszystkich w samotni kiedyś; dziś marzę w białym oplocie ramion Lili — Lili z kawiarni.
A jednak lubię Lili. Ja duszę w każdej kobiecie lubię!
Lubię te chwile, kiedy w jej oczach zatlą się w czas zadumy jakieś zielonawe, blade i odległe płomyki; twarz bieleje i przysłania się mgłą skupienia.
Tak w ciche, jasne i łagodne noce, na grząskich bagnach wyiskrzają się ogniki i błądzą senne po sinych mokradłach, póki ich świt nie zgasi.
Lili jest biednym, smutnym dzieckiem miasta. Gdy ją tymi słowy pieszczę, drży i tuli się do mnie jak dziecko. »Nie boisz ty się, Lili, miasta?« — »Miasta?« powtarza i taką ciszę skupienia ma w oczach!...
»Patrz, słuchaj, pomyśl! W tej chwili wpadnie tu do ciebie pijana banda: brzęk szkła, pijane śmiechy, ochrypłe głosy i śpiewki cyniczne. I ręce! — Suche, białe, o lśniących paznokciach, zdobne sygnetami, plugawe dłonie pospolitych drapieżników! — Wszystkie one wyciągają się ku tobie. — A wszystko wokół gra, tętni, wibruje. Muzyka gra — słyszysz, gra tym dziwnym tempem, w którym się cynizm tak swawolnie wypowiada «Extrablatt156!» — wołają... «Extrablatt! — Najnowsze depesze!»... «Najnowsza powieść!»... «Najnowsze arcydzieło!»... «Najświeższa plotka!»... «Łatwy sposób zrobienia majątku!»... «Porady sekretne!»... «Tajemnica ruletki!»... «Jak zostać sławnym?»... «Jak zyskać szczęście u kobiet?»... «Samobójstwo bankiera!!!» «Skandaliczny romans księżniczki krwi!» «Mord!»... «Mord i rabunek!»...
— Kupujcie! Kupujcie! Kupujcie!
A artyści śpiewają:
Tak, tak, tak,
W tym cały życia smak,