Było raz dwóch braci bliźniaczych, co w cieniu jednego dębu wzrastali. Dąb zgnił u korzeni, burza zniosła; zaś nawałnice rozwiały braci na wschód i zachód świata. Minęły lata, minęły czasy: dawnych ludzi dawne wiary spłynęły krwią do dwóch mórz. Inni ludzie, inne czasy, inne wiary! — Morza nawet już inne! Spotkali się bracia, spojrzeli i — za noże chwycili! — Czas, przestrzeń, dwóch wielkich duchów potęga odmienna wyryły między nimi przepaść tak głęboką jak jednego stulecia myśl i tak wielką jak dwóch bogów nienawiść.
»Taką bajkę, pani, będą wam opowiadały kiedyś stare piastunki, bajkę o dwóch braciach«.
Patrzy, patrzy... Potakiwać nie chce, zaprzeczyć nie umie i dziwi się, i spoziera zdumiona, »coś ty za jeden?« szepczą oczy i ledwie zapytały, już się litować gotowe. I patrzy... Chryste, jakie oczy!... I boi się, i milczy: spojrzeniem bada, duszę na wskroś przeziera. Przejrzała i opuszcza oczy. Czy ta łza, ta na brzegach oczu pozostała łza — czy ją bajka moja pozostawiła?... Czy może wiew smutku na ten kwiat ode mnie poszedł? Czy może rosa nowych wrażeń na niego padła?... A może inne bajki starej przypomniały się piastunki?...
I między jej oczyma a spojrzeniem moim błądzą dusze nasze, niże się ta nić zwiewna, nić pajęcza, co mnie do jej stóp na zawsze przykuje, wiążą się te struny złote, struny gędziebne157, do których dłonie me ślepe rwą się same, omackiem, jakby z Boga wyższego nakazu.
O struny duszy kobiecej napięte, struny me harfiane!...
I rozchyliły się ku temu słońcu mych najgłębszych tęsknot najbielsze kielichy. Pierś tchnieniem szerokim się rozszerza, jakby moc nowa w nią wstąpiła, jakby w niej zadrgać chciały najczystsze, najgłębsze, najszczersze nuty, jakby zbudzić się w niej miała ta pieśń mi obiecana...
Pieśń, co była już w grobie, już chłodna,
Krew poczuła, spod ziemi wygląda
I jak upiór powstaje158...
Dajcie mi harfę taką! Dajcie mi wielkiego uczucia tchnienie szerokie, a zaśpiewam wam nowego życia hymn weselny!