...a że mam śmierć tylko przed oczyma, za życia — grobu głuchą samotność, i z kałem życia ciągłe obcowanie, więc chyba krukom złowieszczym gotować będę krakania mogilne.
I pieśń ma legła znów w grobie.
Więc znowuż: my oboje, Lili!
i ten smutek wielkich miast rozpaczny,
i te surowe wrota zamkniętych o świcie kościołów,
i te na rosę smutku rozkwitłe białe kielichy tęsknoty: me poezje pisane o świcie,
i te życia mego ostatnie miesiące...
My oboje, Lili! —
A tam, ty — Zochna.
Imię twe święte płacz mi z piersi wydarł i przede mną samym zdradził!... Imię twe święte szepczę i łez mych nie wstydzę się nawet przed samotnością moją!”