— Wisz!

Jelsky patrzył tymczasem na niego uważnie, jakby coś w myśli układał.

— Ale zostaw mi pan adres, przyda mi się niebawem.

— Do akademii pisz, kiedy chcesz, choć ja tam rzadko, rzadko!

Podał mu niedbale rękę, w oczy zaś patrzył uważnie.

— Ach, panie Jelsky, ja się boję, żeby między nami co nie wyszło.

Jelsky śmiał się nerwowo.

— No, idź pan już, idź, gdzie trzeba.

— Taż idę, choć nigdzie nie trzeba. Smutno coś u mnie, panie Jelsky — aj smutno!

I, kiwając wciąż głową, zanurzył się we mgle.