I nie mógł wzbić się myślą ponad te chaotyczne obrazy i niespodziane zestawienia. Coraz to pochmurniej, w coraz to większym skupieniu wpatrywał się w Hertensteina, jakby ocze­kując, aby mu pomógł z tych obrazów wyłuskać dręczącą, zaledwie nieświadomie odczutą zagadkę. A te węzły poplą­tanych wspomnień, te powikłane z dwóch światów obrazy, wciąż mu nie dawały spokoju. Dłonią czoło tarł, próbował napić się wina. Wreszcie wsparł zmęczoną głowę na łokciach i wyszeptał po raz drugi:

— Bój się Boga Henryku, po coś ty mi opium dawał!


Hertenstein tymczasem zbliżył się do okna. Głaskał ma­chinalnie charta i za każdym turkotem z ulicy nasłuchiwał niespokojnie wraz z nim. Wreszcie powrócił do stołu i sięgnął po wygasłą fajkę. Müller mrużył już oczy, wpatrując się coraz natarczywiej w jego białą, wygasłą twarz i oczy o smu­tnym w tej chwili, gorączkowym połysku. Wreszcie nie wy­trzymał i, rozłożywszy ramiona, krzyknął niemal:

— Czemuś ty do klasztoru lepiej nie wstąpił, jak tam­ten z bajki?

Hertenstein osunął się na fotel, rozkołysał bieguny i py­kał powoli ze swej cienkiej fajeczki. Na odpowiedź kazał cze­kać długo.

— Hm? — bąknął wreszcie. — Wstąpić do klasztoru, zostać rzemieślnikiem!... Wcale niezły ratunek dla Pawluka i jemu podobnych chłopców z kawiarni — tych od sztuk plastycznych. Samotność i rzetelność rzemiosła! — Jedno i drugie może z nich uczynić mistrzów, o ile nie stali się już beznadziejnymi „artystami”. W przeciwnym razie nie pozostaje nic innego, jak oddać się pod opiekę literatów. Mistrzami to ich nie uczyni, może wszakże zrobić sła­wnymi.

— No, dobrze! — niecierpliwił się Müller — ale cze­muś ty sobie tego nie poradził?

— Mistrzostwa? — pytał wraz z dymem fajkowym. Nie pragnę być rzemieślnikiem. Sławy? Fundowałem Jelsky’emu nieraz szampana, bo tylko pod tym warunkiem zobowiązywał się oszczędzić mi sławy... Zresztą — mój drogi jak ci się zdaje? — Czyż przy innym zbiegu życiowych okoliczności nie mógłbyś na przykład być dzisiaj zwykłym sobie Francem Mül­lerem, dependentem bodaj w policji, ojcem kilku sprytnych pauprów239 o brzydkich skłonnościach do zrobienia majątku?...

Zaperzył się Müller: