A Hertenstein, ściskając coraz mocniej jego dłonie:
— Unikaj zetknięcia zmysłów z rzeczą wszelką, a nie powstanie w tobie poczucie i miara rozkoszy; — gdzie nie ma poczucia i miary rozkoszy, tam nie rodzi się chęć wraz z żądzą oraz to wszystko, co się pod nią kryje. Gdzie nie ma chęci, tam nie powstaje lgnienie do rzeczy zewnętrznych wraz z namiętnością, która się pod nim kryje; — gdzie nie ma lgnienia do rzeczy zewnętrznych, tam nie rodzi się twych czynów, zabiegów, przypadków i losów treść, indywidualnego na zewnątrz życia twego miąższ. Wyjdź poza twych zabiegów i losów treść łańcuchem przyczyn, wstecz, aż poza zetknięcie się zmysłów z rzeczą wszelką, a rozwieje się i wówczas świadomość, a wraz z nią i ciała twego indywidualność. A co najbardziej syci twych losów i zabiegów treść, indywidualnego na zewnątrz życia twego miąższ — to jądro i ognisko świadomości, w którym się skupia, streszcza, jednoczy i kształci ducha twego wewnętrzna indywidualność: Bijnana twa. A ta się rozwiewa wraz ze świadomością. Gdy w duchu zbraknie Bijnany, nie zbudzą się w sercu tych wielkich tęsknot wzloty, co rwą się do słowa, do barwy, do kształtu, do dźwięku — co tworzyć chcą: w sercu takim nie zrodzi się Samskara!...
Patrz! — takim jest wszelkiego cierpienia łańcuch przyczyn dwunastu i osiem dróg wyzwolenia...
Müller wydawał się już doszczętnie odurzonym: oczy mrużył, palce wyciągał, aż w stawach trzeszczało, wreszcie splecione dłonie cisnął z całej siły sobie w czoło, jęknął niemal.
— Chociażby nawet... Gdyby nawet... Czy da się pomyśleć nawet taka wola ludzka...?!
— Czemu człowiek nie podoła, dokonać muszą pokolenia. Takimi są koleje ducha, co się póty przekształcać, przetwarzać, póty przeradzać musi i nowych ciał póty szukać, póki w sobie się nie prześwietli i nie wzbije się aż na te najbielsze szczyty, gdzie nic z ziemi dosięgnąć go nie może.
— Zlituj się, Henryk, i tyś w to wszystko uwierzył?!...
— Czy można nie uwierzyć? — uśmiechnął się łagodnie do swych myśli. A gdy w tejże chwili powstał, wydał się Müllerowi wyższym, potężnym niemal w swym olbrzymim spokoju. — Przypomnij sobie tylko nas wszystkich i rozrzuć nas myślą w przestrzeni i czasie: Kunicki, Borowski, ty, Jelsky, ojciec mój i ja. Pomyśl, czy ten szereg ludzi nie mógłby być łańcuchem jednego cierpienia, dla którego karzącą Karmą była Samskara. Zdawałoby się: to najczystsze płomię życia. A ono zawlokło was wszystkich łańcuchem przyczyn wstecz, aż na dół chuci. W życiu, chciej je mieć jak najczystszym, klęski zła tylko zbierzesz.
— I ty wierzysz, że tak jest w rzeczywistości?!... Te wędrówki dusz?... — Müller prężył bezradnie ramiona i przecierał twarz dłońmi, jakby budząc się ze snu ciężkiego.
— „Tak jest” — „tak nie jest” — wybuchnął nagle Hertenstein z szerokim gestem zniecierpliwienia — to jest waszych słów mądrość cała! Wszystko to rodzi tylko gorycz, zło i ciemnotę w życiu ludzi. Wnikaj w myśli spokojem ducha, a rozwieją się wnet zarówno twe pewności, jak i twe wątpienia.