— Miał dawniej dom publiczny, teraz trudni się wy­szynkiem i rewolucją — gawędził ze sobą Borowski, gdy gospodarz powrócił do swych robotników.

Spostrzegłszy zaś oburzenie Kunickiego, ni to zagwi­zdał, ni to zanucił:

C’est le peuple! Le peuple! Le peuple18!...

Kunicki spostrzegł w tej chwili jakieś konwulsyjne drgnienie aktorskie w jego grymasie. „Oho — pomyślał — trzeba nam wracać. I ten gotów mi dać przedstawienie jubi­leuszowe”.

— To zamiłowanie do brudów — rzekł głośno — ła­two wytłumaczyć: pan tylko tym żyjesz, że siebie usprawie­dliwiasz.

— Staram się znaleźć trzeźwy, życiowy ideał: ideał społeczny.

— Cynizm groszowy. Złodzieje kieszonkowi mają go nieraz w lepszym gatunku. Dla mnie byłby tylko nudny, gdyby nie... pańska żona, panie Borowski!...

On podniósł głowę i przysunął się bliżej z krzesłem.

— No? — pytał chmurnie.

— Biedna tylko. Nic więcej.