— Ja tu już od kilku dni mam pana na oku. I dziś patrzyłem przed operacją... Chociaż muszę przyznać, że jako lekarz sprawowałeś się pan nieźle.
Skończył pisać, położył z impetem pióro i zwrócił się wraz z krzesłem do Kunickiego.
— Ale co znaczą spazmy? Skąd spazmy?... Ja już zaczynałem pana szanować za „brak nerwów”. Muszę panu powiedzieć, że upatrzyłem go sobie na asystenta. Więc mam zawód34!... — syknął. — Pozwolisz się pan zbadać?
— Ależ ja, dalibóg!...
— No, no, no!...
Zbadał, opukał, a nic nie znalazłszy, wzruszył ramionami.
— Masz pan jakie zmartwienia?
— To jest właściwie... konkretnych... Chyba żebym... jeszcze...
— Jeszcze?
Profesor, poprawiając okulary, zasłonił twarz dłonią.