Jest pan dobrodziej członkiem Rady Szkolnej miasta Detroit — nie ma pan prawie żadnej pensji, otrzymuje pan co najwyżej diety za stracony czas na sesjach... Ale chciałby pan być tym członkiem Rady Szkolnej, bo członkowie Rady Szkolnej mają ładne dochody, bo panowie ławnicy miasta Chicago umieją robić majątki, bo byle „kapitan” policji w Cleveland opływa jak pączek w smalcu...

Któż tedy ma łożyć na wybory?

Chyba ten, który chciałby zyskać poparcie stronnictwa, który by chciał, aby przyszły wybraniec mianował go swoim kancelistą, zrobił go bodaj komisarzem zdrowia, lekarzem w szpitalu, nauczycielką w szkole publicznej.

Więc kandydat na ławnika (aldermana), na szefa policji czy na policyjnego pachołka musi się opodatkować, musi na wybory złożyć część swojej własnej pensji czy też cząsteczkę naciułanych przez siebie pieniędzy.

Wybory są kosztowne.

Trzeba opłacać naganiaczy, trzeba reklam, trzeba zgłodniałej prasie zapłacić za tyle i tyle artykułów z „portretami”, trzeba smarować, trzeba fundować głuptaskom, trzeba chytrym mizerakom wtykać wprost po piątce za głos, trzeba, niestety zdarza się to nazbyt często — fałszować głosy, do opieczętowanych skrzynek ładować podrobione „baloty”, trzeba strachem brać opozycję, trzeba drogą przestępstwa dojść do... praworządności.

Nawet w Ameryce zdumienie ogarnia społeczeństwo, ile taki kandydat musi, ile może wydać na swoje własne wybory swego faworyta...

Senat Stanów Zjednoczonych w swoim gronie usiłuje tępić zło w zarodku. Senat przy sprawdzaniu mandatów dociera, ile kosztowała kampania wyborcza danego senatora, czyli21 nie przebrał miary... W przypadku zbyt bezczelnego przekupstwa senat unieważnia mandaty.

W roku 1928 w stanie Pensylwania taki poszukiwacz senatorskiej godności wyłożył był okrągłe osiemset pięćdziesiąt tysięcy dolarów na agitację... Była to tak potworna suma, iż senat przepędził wybrańca, słusznie kalkulując, że ów jegomość musiał knować nie lada zamach, jeżeli w ciągu lat sześciu zamierzał był pokryć wyłożone przez drugich na jego kandydaturę kapitały.

Pani McCormick z Chicago przyznała się była w czasie podobnego dochodzenia, że ją wybory kosztowały około dwustu tysięcy i to wybory nieszczęśliwe, bo po zdobyciu nominacji przy ostatecznym głosowaniu poniosła klęskę.