Kapitały wyciągnęły ramiona po kontrolę nad surowcami. Nie dość im było własnych. Wykupywano źródła naftowe, zagarniano produkcje gutaperki, trzciny cukrowej, kawy, miedzi, tytoniu. Za pieniędzmi, za agentami, za handlarzami tuż w tropy ruszyła znów rozdmuchana doktryna Monroego. Ameryka dla Amerykanów... ale i Wyspy Hawajskie, ale i Filipiny. Jęto się troszczyć tak zabiegliwie o środkowo-amerykańskie i południowo-amerykańskie republiki i republiczki, że aczkolwiek zdołano wziąć na munsztuk wątłe kreatury łacińskie nad Morzem Karaibskim, jednak w ostatecznym rezultacie zaskarbiono sobie nieufność.

Z tej nieufności narodziła się wytrwała dążność do unikania towarów pochodzących ze Stanów Zjednoczonych, unikania amerykańskich pożyczek, otwarte rebelie przeciwko strażującym aż po Kanał Panamski amerykańskim pancernikom, amerykańskiej piechocie marynarskiej, amerykańskiemu imperializmowi.

Prawie równorzędnie z tym „wspaniałym odosobnieniem” jęto szerzyć błędne teorie o samowystarczalności, a więc i co za tym idzie, dla powiększenia zysków gnębić cudzoziemską konkurencję cłami wwozowymi.

Kupowano coraz mniej zagranicą, nawet „prawdziwe” camemberty i roqueforty fabrykować zaczęto w stanie New Jersey na utrapienie francuskich serów.

Na cła amerykańskie odpowiedziano cłami. W Stanach Zjednoczonych nawzajem nabywano coraz mniej.

Równowagę jednak ratowała imigracja, która jeszcze w roku 1921 wynosiła osiemset pięć tysięcy, a w roku 1924 jeszcze siedemset sześć tysięcy głów.

Wiele państw, nie mogąc innego, wywoziły do Stanów Zjednoczonych towar ludzki. Był więc to pewien ekwiwalent, wyrównujący rachunki eksportowo-importowe. Kraj przeludniony zbywał się niebezpiecznej nadwyżki, co ważniejsze, ta nadwyżka przez pierwsze kilkanaście lat zapewniała z reguły dochody... Emigrant utrzymywał łączność z opuszczoną rodziną, słał zapomogi...

Lecz i tego towaru postanowiono nie wpuszczać, a co najmniej zredukować jego liczbę.

Jedni widzieli w tym znakomity sposób do tym szybszego przetopienia żywiołów cudzoziemskich w amerykańskim tyglu, drudzy do selekcji napływowego elementu, trzeci do zmniejszenia podaży pracy, więc utrzymania skali zarobkowej, inni do wzmocnienia anglo-germańskiego podłoża ludności, a ostatni na koniec otwarcie dowodzili, że choć miejsca jest zadość i na pięćset milionów, ale w tym żadna racja, aby włóczęgów z Europy, a może z Azji na swoje posiadłości wpuszczać, dobytkiem się z nimi dzielić.

Nastąpiło ograniczenie imigracji, nastąpiło całkowite niemal jej zatrzymanie.