Cuda nad cudami!

Laboratoria, izby doświadczalne, milionowe nakłady, byle znów coś nowego przyczynić, mechanizm jeszcze do czegoś zaprząc, nowe, tańsze chwycić siły, w bardziej skomplikowane zakuć ją sprężyny, a w ostatku i człowieka zmechanizować, zamienić go w doskonałość tayloryzmu, uczynić śród trybów, transmisji, warczenia kół, miarowego kłapotania tłoków jeszcze tym brakującym dotychczas mechanizmem, tą jeszcze nieudoskonaloną oliwiarką...

Możeż239 być wspanialszy wyraz ludzkiej potęgi nad owego gentlemana w rękawicach muszkieterskich, zgrabnego, wymuskanego nieledwie, panującego w przepastnej hali łomoczącym, ziejącym ogniem i parą lewiatanom?

Zarobki były i dalej znakomite, bajeczne, niepojęte dla rdzawych tłumów europejskiego robociarstwa.

Jeno240 tych zarobków było mniej, ludzi bez pracy więcej.

Zaszemrano, ozwały się głosy przestrogi.

Płytkie rezonerstwo.

Cóż bo z niepożytecznego wyrobku? Cóż z tych rzesz głuptackich, nygusowskich? Cóż komu z tych tłumów dziurkarek, obrębiarek, kancelistów, kopistów, przepisywaczy, dodawaczy, pilnikarzy, dłubaczy, kosiarzy, pacykarzy, nosiwodów, tragarzy, praczy, łopatników, zamiataczy, klajściarzy?...

Brak pracy?

Jak to? — Przemysł co godzina zakreśla nowe kręgi. — Wynalazki otwierają wrota nieznanym dziedzinom produkcji. Życie rwie naprzód, nie da się zatrzymać. Tysiące „możliwości” przed każdym. Byle chcieć.