Chińczyk, Japończyk są w Ameryce widmami grozy, są zmorami przywodzącymi na myśl memento żółtego niebezpieczeństwa, tej wzbierającej na krańcu Pacyfiku fali złowróżebnej. Najpodlejsze dla nich zajęcia, najnikczemniejsze zarobki.

Stu rocznie Chińczyków można wpuścić do Stanów Zjednoczonych i ani jednego więcej Japończyka.

Boć i tak są to ludzie bytujący na krawędzi amerykańskiej cierpliwości, znoszeni jako popychle, jako sztukmistrze, jako zawodowi zbrodniarze w pokazach kinematograficznych lub przerażającej nikczemności szpiedzy, ginący oczywiście w stalowym uścisku dorodnego amerykańskiego boysa. Żółtej ludności jest niewiele, a i ta kryje się po nocnych spelunkach, trzyma zaułków, handluje osobliwościami, skazana na życie pariasów, z pariasami się zadaje.

Dopiero kwestia murzyńska jest w Stanach Zjednoczonych tym najprzykrzejszym i najbardziej palącym kolorowym zagadnieniem.

Liczba Murzynów w Ameryce dawno przeszła dziesięć procent ogółu ludności, liczba ta rośnie, potężnieje. Murzyni się mnożą, zarastają chwastem jałowiejące plantacje jankesów. Zagrażają już pochłonięciem całym miastom. Harda stolica Ameryki, wspaniały Waszyngton, ma już czterdzieści pięć procent czarnych mieszkańców. W Baltimore Murzyni tworzą czterdzieści procent ludności, w pięknym, starym Savannah na stu ludzi sześćdziesięciu jest czarnych!

I ta masa Afrykanów posuwa się z wolna z południa ku północy, aklimatyzuje się stopniowo i zdobywa coraz większe przestrzenie, chociaż jest ciągle i zawsze, wbrew rzekomym uchwałom i deklamacjom, maltretowana, pozbawiana najprymitywniejszych praw, wyzyskiwana i pogardzana.

Amerykanie nienawidzą Murzynów. Sami ich tu niegdyś ściągnęli, sami sprowadzili, sami przymuszali, sami rozmnożyli, a nawet, w poważnej części, sami ich zanieczyścili domieszką nie najlepszej swej białej krwi.

Nie kto inny jeno Amerykanie wytworzyli tę osobliwą gamę szaro-brunatno-czarnych typów murzyńskich, idących od czarnego jak węgiel Negra sponad Zatoki Meksykańskiej aż do sino-żółtawego Mulata czy Mulatki, będących już jakimiś kwarteronami czy kwinteronami występnego dwu ras zbliżenia.

Lecz stąd żadnych względów nawet dla prawie zbielałego potomka.

Murzyn amerykański — więc nie człowiek, bydlę groźne, pociągowe stworzenie, według opinii anglo-niemieckiej cuchnące, zwierzę o pozorach ludzkich, gatunek małpy antropoidalnej, niegodnej spojrzenia białego człowieka.