Z uprzedzeniem rasowym niepodobna dyskutować. Ludzie jedni do drugich żywią częstokroć jakowąś dziedziczną niechęć czy odrazę i tak silną nawet, że najbardziej akademickie, najpodnioślejsze hasła nie mogą tej odrazy ukrócić ani jej umniejszyć.

I można byłoby zgodzić się na to nieuleczalne zło, można by przyjąć bodaj argumentację anglosaskiego fizjologicznego wstrętu do czarnej rasy...

Niestety! Po sumiennym zbadaniu kwestii murzyńskiej w Stanach Zjednoczonych, trzeba dojść do wniosku, że nienawiść rasowa amerykańska do Murzynów jest tylko nienawiścią aligatora do pożeranego barana...

Wszystko to, co się mówi o zapachu odrażającym, o jakichś fizjologicznych wstrętach, ginie w praktyce życia amerykańskiego.

Ten sam bodaj Amerykanin i Amerykanka tego właśnie cuchnącego Murzyna i Murzynkę, na przekór własnym argumentom, używają ciągle do najbardziej osobistych posług.

Kędy44 jeno w Stanach Zjednoczonych rasa czarna zdołała przezwyciężyć ostrość klimatu, tam z reguły służba domowa jest murzyńska, niańki i kucharki rekrutują się z Murzynek, kucharzami w restauracjach są Murzyni (ci wstrętni, ci odrażający). I w ogóle służba w jadłodajniach, w hotelach, na dworcach kolejowych, w wagonach sypialnych, w szpitalach i wszędy45 tam, kędy idzie o utrzymanie czystości, o przygotowanie posiłku, tam wszędzie zatrudnieni są nade wszystko Murzyni i ciągle Murzyni.

A nareszcie te dziesiątki tysięcy Negrów mniej lub więcej już „zbielałych”!

Gdzież więc zaczyna się ów wstręt, owa niedająca się wytłumaczyć rasowa odraza amerykańska?

Południowe stany roją się od Murzynów, w środkowych jest ich zatrzęsienie, w północnych podziewają się ich liczne zastępy, zahartowane niekiedy dzięki domieszce białej krwi — ale wszędzie zastępy zarówno znienawidzone przez rządzący element anglo-germański, a w najlepszym razie ledwo tolerowane.

Obywatelstwo amerykańskie Murzyna jest jedną wielką farsą, drwinami, świadomym nadużywaniem i gwałceniem prawa.