Jeżeli gromadzie politycznej w danej chwili dogadza, w takim razie gromada polityczna napędza sobie Murzynów do urn i każe im głosować. W normalnych przecież warunkach czarny człek musi się z dala trzymać od wyborów, grozi mu tam utrata nie tylko zdrowia, ale bodaj i życia. Murzyn stoi poza nawiasem, nie ma dla niego urzędu, drzwi wspaniałych gmachów parlamentarnych są dla niego zawarte46.
Choćby był nababem, choćby posiadał piętnaście dyplomów uniwersyteckich, nie będzie wpuszczony za próg restauracji, kędy zasiadają choćby wyrzutki białego społeczeństwa, nie może wejść do wagonu sypialnego, kędy przebywają biali, w tramwaju ma klatkę przeznaczoną dla czarnej hołoty. W teatrze wolno mu palta zdejmować białym gościom, wolno mu podtrzymywać ramiona białych dam wychodzących z pojazdów, wolno się kłaniać białemu człekowi, ale nie wolno obok niego usiąść. Dla Murzyna murzyńskie jest przedstawienie, nawet Boga nie ma dlań z białym obliczem.
Wara podlecowi od progu świątyni chrześcijańskiej. Bóg jego jest równie czarny, czarnych więc musi patrzeć zborów, czarnych szukać „pryczerów47”. Chodzić do szkół przeznaczonych dla czarnych, uczęszczać do wszechnic murzyńskich i, sięgnąwszy choćby szczytów cywilizacji, być ciągle i zawsze własnej ojczyzny bękartem.
Wielka jest krzywda czarnej rasy na wolnej Ziemi Washingtona, krzywda okrutna i taka, że amerykański humanitaryzm, lubiący imponować filantropią, a opiekę roztaczać nad Ormianami, troszczyć się o byle niedolę w zapadłych kątach świata, zakrawa na bolesną ironię.
Rasa czarna na ziemi Stanów Zjednoczonych mnoży się szybciej od białej, tak szybko nawet, że statystyka unika popularyzowania niemiłych liczb. W niedalekiej przyszłości Murzyni dosięgną piętnastu i dwudziestu procent ogółu mieszkańców, dosięgną jako upośledzona, pokrzywdzona masa obywateli.
Praca społeczno-oświatowa śród Murzynów wlecze się ociężale, pchana wielkim wysiłkiem czarnych budzicielów i pionierów. Amerykanin, chełpiący się z dumą, że liczba analfabetów śród rodowitych obywateli spadła do dwu procent (co nie jest ścisłe), nie troszczy się, że rodowici Amerykanie rasy murzyńskiej liczą ciągle 23 procent analfabetów.
Wykazy roku szkolnego 1927/1928 pouczają, że czarne szkolnictwo miało 45 666 czarnych nauczycieli, że w kolegiach murzyńskich kształciło się 13 680 studentów i studentek, a w szkołach publicznych murzyńskich uczyło się 2 141 000 dziatwy.
Pomimo trudnych warunków oświatowych, pomimo braku pola do pracy dla murzyńskich stopni naukowych, ruch umysłowy śród czarnych znaczne czyni postępy.
Dzienników murzyńskich wychodzi około sześćdziesięciu, tygodników sto dziesięć i dwa poważne miesięczniki. Najwpływowszym organem murzyńskim jest słynny „Defender”, wychodzący w Chicago pod redakcją znanego działacza murzyńskiego, Roberta Segenstake Abbotta48.
Duch publicystyki murzyńskiej, pomimo zachowania pozorów, jest opozycyjny i rewolucyjny, przyczynia się do jeszcze głębszego odczucia anglo-germańskiej nienawiści, stanowi palny materiał dla wszelkich wywrotowych prądów, materiał brany podobno bardzo mocno pod uwagę przez sowieckich podżegaczy.