Drugim równie, choć odmiennie, ciekawym dniem w Nowym Jorku jest obchodzony uroczyście Sądny Dzień żydowski.

W dniu tym życie nowojorskie zamiera całkowicie. Siedmiomilionowe miasto czyni gest w stronę dwu milionów Żydów, pogrąża się w kontemplacyjnym milczeniu...

Antagonizmy narodowe czy rasowe, pomimo zewnętrznego ich przytłumienia, w istocie tleją, kryją się chytrze lub pozorują swe złośliwe czynności.

Antysemityzm w Stanach Zjednoczonych, pomimo nowojorskiego gestu, jest bardzo silny. Wzmaga się z roku na rok niemal równolegle ze wzrostem wpływów i zasobów ludności izraelickiej, lecz zawsze bez nawoływań i bez głoszenia krucjaty.

Pod tym względem Ameryka jest bardzo osobliwym krajem. Przejęta protestanckim zaczytywaniem się w Biblii, raczej zbliża się mocno do społeczeństwa żydowskiego. Nowy Testament jest przecież dla nich niewielkim na liczbę kartek uzupełnieniem Starego Testamentu. Ameryka do ostatnich czasów kochała się w biblijnych imionach i nazwach. Rozsypała na swym obszarze wszelakie Bethleemy, Nazarety i Hebrony. Genealogię swych obywateli przepełniła Abrahamami, Beniaminami, Samuelami i Dawidami. Te upodobania przeto czyniły napływ ludności izraelickiej mniej widocznym, trudniejszym do ujęcia, zdawały się raczej wykluczać możność uprzedzenia jednego Mojżesza do drugiego Mojżesza lub Sary do Sary.

Stało się inaczej. Antysemityzm się krzewi, chociaż nikt nie waży się głośno o nim mówić, wspominając sobie może niemiłą przygodę sławetnego Henryka Forda58.

Ford podjął był walkę z Żydami, a dla wzmożenia antysemityzmu rozpoczął był wydawanie w Dearborn tygodnika, który był rozsyłał59 darmo w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy po całych Stanach Zjednoczonych.

Trwała ta propaganda kilka lat, gdy nagle Żydzi amerykańscy tak mocno się zwarli przeciwko Fordowi, iż multimilioner uląkł się i odszczekał publicznie własne „zasady”, spędzając winę na owych, wynajętych przez siebie, dziennikarzy, którym zresztą za to oszczerstwo wypłacił odszkodowanie.

Amerykanin unika Izraelity, stroni odeń, nie chce z nim utrzymywać towarzyskich stosunków. Ale zachowuje się zawsze poprawnie, nawet kiedy antysemityzm swój zamienia w bojkot.

Wytworny hotel amerykański z najpowabniejszym uśmiechem odprawia rozpoznanego Izraelitę, ubolewając, że w pustym olbrzymie nie ma ani jednego wolnego pokoju, lub też z widocznym żalem informując wpuszczonego przypadkiem Żyda, że pokój przezeń zajmowany musi być opróżniony na przyjęcie od dawna zapowiedzianych gości.