Ktoś z Merła i z Drzypola, albo z Janczarychy6,

Gdzie w oczach wodza swego dzikich Tatar kłęby

Osiadł, i dopiero Monsiur7 zetnie zęby,

Kiedy mu żołnierz rzecze: Mój panie, przebaczcie,

Że was tam nikt nie widział; tu Rhodus8, tu skaczcie.

Jest i było Polaków takich, przyznam, wiele9,

Którzy z zachodu na wschód zacnej parentele10,

Wielkością serca, męstwem bohatyrskiej ręki

I swych dzieł nieśmiertelnych ogłosili dźwięki.

Wróciwszy do nas, albo więcej nie przyrobią,