Dość dobyć, i to rzadko — ale żaden nie tnie;

Językami, jakby też z tretu4 zegnał baby,

Ledwie stalne5 kościoła dotrzymają sztaby.

Głowy im zagoreją duchem — ale winnym.

Mogę się niespodobać komu, choć niewinnym.

Wolę, rzekę, z swą radą, nim w bok wezmę, wprzódy

Wędrować, opuściwszy bankiet, do gospody.

Razem tylko był na niem, jakby też u Lipków6,

Bom jako żyw nie słychał na sejmiku skrzypków.

Z samą do Jarosławia żydzi głową jadą7,