Sarmackim firmamencie, dobrze sobie wróży
Drużyna: bo jej źrzodła, da Bóg, nie zuboży;
Ale skoro ją z wierzchem łaską swą nasypie,
I naszej się dostanie wilgotności Lipie,
Która na jej pobrzeżu zielony wierzch dźwiga.
Żaden jej mróz nie płowi2589, żaden nie ostrzyga;
Wieczny cień podróżnemu, wiecznym listem kwitnie;
Przeto jej wiecznie żadna siekiera nie wytnie.2590
Lecz gdy się i ten prędko w swoim zaćmi kole,
A na jego Janina miejscu w polu Pole,