Role się znowu ziarnem u oracza dłużą,

Pierwszego nie wróciwszy; lasy się papużą547;

Obnażone konary, skoro im wiatr pępki

Porozdyma, znowu się pstrzą w barwiste strzępki.

Już krzykliwe żurawie, już swe gęsi klucze,

Jako nasz z śniegu rosa horyzont opłucze,

Długiem pasmem prowadzą; już wdzięcznymi głosy

Po kniejach się wesołych przekrzykują kosy,

A smutny słowik, wiedząc, że mu się nie wróci,

Tak we dnie, jako w nocy po swej stracie nuci.