Trwała jeszcze nadzieja, choć jako na wietrze,

Że ich dom w tym ostatnim miał się dźwignąć Pietrze.

Ten się jeszcze chudzina trzyma swego sznura,

I choć go dzisia wiechciem fortuna potura,

W Bogu i w szabli polskiej ufa, że się dopnie,

Skąd wypadł, i dziadowskie odziedziczy stopnie.

Widząc, że bez nadzieje powrotu nie tonie

Co dzień w morzu głębokim ogniogrzywe słonie646;

Bo skoro noc zwyczajnej dopędzi koleje,

Znowu świeci i skryte wyjawia złodzieje,