Luźna czeladź to dla drew bieży, to dla słomy,

Bez straży, bez kałauzów684, w kąt on niewiadomy,

Najmniej o tym nie myśląc, co nad nimi wisi,

Kiedy zbójca Bernacki gdzieś się z jamy lisiéj

Wyrwawszy, z swoimi ich oskoczy opryszki,

A jako wilk drapieżny wygłodzone kiszki,

Gdy wpadnie między owce, gorącą krwią poi,

Zwłaszcza kiedy pasterzów ani się psów boi,

Dopiero się postrzegą i ci niebożęta,

Piąciudziesiąt, część na śmierć, część straciwszy w pęta.