Swoi czy nieprzyjaciel, nie pierwej się dowie,

Aż na koniec Wołoszą poznawa po mowie;

Więc się o nich uderzy, chociaż już mrok padał,

Gdzie swój swemu nie jednę skoro ranę zadał.

Poszedł nocą na odwrót, sprawiwszy tak wiele;

I zbójcy-ć, bo ich kilku wziął, nieprzyjaciele.

Lepszym szczęściem Fekiety aż pod Jassy chodził,

I wódz, i żołnierz dobry; ten się w Węgrzech rodził;

Gdy lat kilka u Turków na wojnach przesłuży,

Nie chce swoich chrześcijan prześladować dłużéj;