Pomknie, Władysław się też ruszy ode Żwańca.

Po szerokim swe szyki rozpostarszy błoniu,

Sam wprzód na neapolskim wysadzi się koniu;

Niechaj się go i Flegon i Pirois1141 wstyda,

Tak chodziwy1142, a śniegu białością nie wyda.

I on, i pan we złocie jako lampa gorzał,

Kiedy mu glancu1143 Tytan1144 ognisty przysporzał!

Gdy na kirys, co równa i glancem, i hartem

Diament, ciska niebem promienie otwartém.

W tropy za nim kopijnik, któremu pod groty