Z którego kiedy Kozak drogi kaftan zbiera,
Jako więc śliska ryba, tak się z wędy zdziera
I ucieka z obozu w bliskie lasy trząskiem1865,
Gdzie gałęziem okryty przy potoku wąskiém
Dyszał; aż skoro dzień był, wylazszy spod chrostu
Nagi i niepoznany szedł do swego mostu.
To zrobiwszy Kozacy, gdy już świtu blisko
Słońce było, na swe się wrócą stanowisko.
A u Turków dopiero larmo1866, zgiełk, krzyk, wrzawa!
Próżno! Zawsze ten wskóra, który raniej wstawa.