A już pałasz śmiertelny błyśnie mu się w ręku;

Toż co lepszych kilkuset przybrawszy do sfory,

Jako lew w kupę żubrów na długie przemory,

Jako jastrząb w stado wron, i on tak ochoczy

Na lewe tureckiego szyku skrzydło skoczy,

I baszy, co na tamtym rozkazował skrzydle,

Przy samych łeb ramionach utnie, jak po mydle.

Spadł bonczuk chorążemu, przycięty u ręku;

Wypadł i sam, przez piersi pchnięty sztychem, z łęku;

A im byli poganie na jego odwagi