Wierzba na pustkowiu

Opuszczały mnie myśli jako wyrojone

Pszczoły, kiedy o miedzę1 przenoszą osadę;

Opuszczali mnie ludzie jak błogosławione

Ptaki, skoro podróżną odbyły naradę;

Opuszczały marzenia jako suchotnika2

Nadzieja, przy wyżółkłym słońcu października.

Nie płaczę: mam na sercu hardość, co się kwieci

Jak szczycąca się czaszek tysiącem demesza3;

Sam stoję w polu życia, a nade mną świeci