Która w żyłach płomienie miłości rozpala...

Uciec przed codzienności szarzyzną banalną,

Spod pneumatycznego powszedniości klosza3...

Niech siarczyste pioruny w nieszczęsną pierś palną,

Niech nad biednym tułaczym łbem pióra nastroszą.

Potwornooki puchacz z szatańskim chichotem

W ciemnościach pajęczyną zasnutej pieczary...

Byleby stracić z oczu życiowy dzień szary,

Byleby gdzieś się schronić przed kurzem i błotem...

Przypisy: