Rozpylał się w tęczach płonących lampionów,

Jak gdyby krysztalne aniołków fleciki

Wzbijały tumany dźwięczących wibrionów4...

Jak gdyby śnieżyste skrzydlate cheruby

Płakały rzewliwie nad nędzą istnienia...

Perłami łez rzęsił powietrze płacz luby

Nad lśniącym owalem złotego pierścienia...

Lamp barwne płomienie... Owalny stół złoty...

Na dłoniach upiory oparły swe czoła...

Melodia pajęcza, jak tchnienie anioła...