„Niech nam się zdaje... ”
(Opowieść o «kuczymuni» czyli o schronie podziemnym)
Siedzieliśmy pięć miesięcy w «kuczymuni1» —
to był dół po wyrwanym korzeniu.
Nie było już naszej mamy. Był kot Tobiasz,
była siostra i mały brat Henio.
Na działkę koło cmentarza
wychodził otwór naszego pieca.
Myśmy mieli wszystko, co potrzeba:
była woda, był termos i świeca.