Gdy schyla się i podnosi pędzel Rafaela.

Miałam raz zegar-antyk: ptak wybiegał z wieży.

Wyfruń tak z ram obrazu, duchu Campanelli!

I BUNT wśród małych ludzi, wśród dymu i pierzy

U stóp tej wirującej roznieć karuzeli!

Szepnij: — Tam CZŁOWIEK kona! Każdy ci uwierzy,

Niejeden może wreszcie twardą pięść zaciśnie.

Huśtawki dla niemieckich zostawi żołnierzy —

Tak długo, aż nad gettem ostatni grom błyśnie.

Warszawa, 1943