Gdy oto w śnie, przed okiem mym smutny bohater

Hektor stanął, łzy hojne zlewały mu oczy:

Jak ongi, ciągnion wozem; dokoła go broczy

Kurz krwawy, od przekłutych nóg rzemienie biegą.

Ach, jakiż był! Jak bardzo odmienny od tego

Hektora, co w Achilla zbroi wraca żwawy,

Lub fryskie ognie miota na Danajów nawy!

Zmierzwiona broda jego, w krwi skrzepłej kędziory,

Pierś rany kryją, które, staczając bój skory,

Pod murem wziął ojczystym; przez hojnych łez nawał