Rzekła, z płaczem chcącego rzec wiele daremno

Porzuciła i w lekki obłoczek się skryje.

Po trzykroć chciałem objąć ramiony jej szyję,

Po trzykroć mara pierzchła z dłoni, co ją łowi,

Wietrzykom lekkim równa i lotnemu snowi.

Tak wreszcie z końcem nocy odwiedzam swych znowu

Tu z podziwem oglądam zbiegłe do parowu

Ogromne mnóstwo druhów, tak mężczyzn, jak kobiet:

Na tułaczkę zebrany tłum, tylą klęsk pobit.

Zewsząd zeszli się z mieniem, na każdą przygodę